To w teorii nie miało prawa się wydarzyć. Tym bardziej w momencie, gdy na niecałe 1,5 minuty przed końcem trzeciej kwarty gospodarze prowadzili z nami już jedenastoma punktami! Teoria a praktyka to jednak dwie zupełnie różne sprawy. Po naszej doskonałej grze na przestrzeni trzeciej i czwartej odsłony wygraliśmy w Stargardzie 80:69!

A osłabienia w naszych szeregach były przecież niebywałe.

Trzeba zacząć od tego, że graliśmy w tym starciu bez Marcina Nowakowskiego (naszego kapitana), Michała Chylińskiego, Karola Gruszeckiego, Bartosza Ptaka i Mikołaja Jamiołkowskiego, którzy przecież mogliby stworzyć piątkę zawodników przebywających jednocześnie na parkiecie. Tym samym, co też słusznie w trakcie transmisji zauważył komentujący to spotkanie dla serwisu Emocje.TV - Miłosz Romański, naszym najbardziej doświadczonym koszykarzem na ławce rezerwowych był... 21-letni Kuba Andrzejewski.

I to właśnie on okazał się naszym x-factorem, aplikując PGE Spójni cztery trójki w niecałe 2,5 minuty czystej gry na przestrzeni trzeciej i czwartej kwarty, zamykając mecz! No może nie do końca zamykając mecz, niemniej zanim Kuba rozpoczął swoje strzeleckie popisy pod koniec trzeciej kwarty, PGE Spójnia prowadziła już nawet 58:47, a wiedząc z jakimi problemami kadrowymi tego dnia się zmagaliśmy, naprawdę można było być pełnym obaw, czy w tym właśnie momencie to dla nas to starcie się nie kończy. Kuba miał jednak zupełnie inny plan.

Jeszcze w trzeciej kwarcie trafił za trzy, a po chwili - po zresztą właśnie jego asyście - to samo uczynił z narożnika Wojciech Dzierżak, aplikując gospodarzom trzy punkty praktycznie równo z końcową syreną. I już wtedy widać było, że wstępują w nas nowe siły, czego nie można było powiedzieć o stargardzianach, którzy nie utrzymali wypracowanej zaliczki, prowadząc przed ostatnią częścią tylko 58:55. I po wznowieniu gry Kuba Andrzejewski kontynuował swój ofensywny koncert, trafiając kolejne rzuty, niektóre doprawdy szalone.

Naprawdę dobrze i odważnie wyglądał również Wojciech Dzierżak, który całe starcie zakończył z drugim w zespole wskaźnikiem eval. Lepszy od niego okazał się jedynie Adam Kemp, który zdominował fizycznie swojego vis-a-vis - Ilję Gromovsa. Amerykanin uzbierał linijkę 12/16, podczas gdy Łotysz przy swoim nazwisku zapisał zaledwie 4 punkty i 3 zbiórki. „Dżery” w całym meczu miał z kolei 12 „oczek” oraz sześć asyst, pięć zbiórek i tylko jedną stratę. Zresztą w tym meczu naprawdę bardzo dobrze dbaliśmy o piłkę, co nie jest łatwe, grając w tak okrojonej rotacji 

O pierwszej połowie nie ma tak naprawdę co się rozwodzić, bo wszystko, co było w tym meczu dla nas najlepsze, działo się po zmianie stron. Ważne było jednak dla nas to, że początkowe fragmenty wytrzymaliśmy. Że rywale nie wymuszali na nas zbytniego pressingu, przez co byliśmy w stanie trzymać się blisko PGE Spójni. W zasadzie mogliśmy być jeszcze bliżej przeciwników do przerwy niż sześciopunktowa strata, jednak z linii rzutów wolnych cztery raz z rzędu spudłował Karol Kamiński, a za trzy przestrzelił Patryk Kędel 

Na sam koniec drugiej kwarty trójkę po ponowieniu akcji zaaplikował nam za to wracający po ponad czteromiesięcznej przerwie Paweł Kikowski, ale jak się później okazało, były to jego jedyne punkty w całym meczu. Za to wspomniany wcześniej Karol Kamiński, który w tym starciu pełnił funkcje kapitana, mimo spudłowanych rzutów osobistych zagrał całościowo świetną partię. Zresztą nie tylko on tego dnia miał problemy na linii. Ale tym razem jak najbardziej mogło to wynikać ze zmęczenia. „KK” zagrał najdłużej w naszych szeregach, spędzając na parkiecie ponad 36 minut. 

A trzecia kwarta wcale nie zaczęła się dla nas dobrze, gdyż Jalen Ray punktował nas bezlitośnie i wydawało się wtedy, że trudno będzie przełamać gospodarzy. Gdy już jednak dokonał tego Kuba Andrzejewski, korzystny dla nas rezultat dowieźliśmy do samego końca. PGE Spójnia miała w czwartej kwarcie bardzo duże problemy z egzekucją i z dobrymi wyborami w ofensywie, czym także wydatnie ułatwiła nam zadanie kontrolowania wyniku. Tym samym wygraliśmy na trudnym terenie z rywalem mającym spore aspiracje i grającym po raz pierwszy w sezonie w najszerszym możliwym składzie. To duże osiągnięcie, które mocno nas buduje na chwilę obecną.

PGE Spójnia Stargard – Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 69:80 (22:19, 20:17, 16:19, 11:25)

PGE Spójnia: Jalen Ray 21, Szymon Szmit 10, Jakub Karolak 8, Ilja Gromovs 4, Jarosław Mokros 3 - Wojciech Czerlonko 16, Wiktor Rajewicz 4, Paweł Kikowski 3, Aleksander Jęch 0, Paweł Kopycki 0, Igor Wadowski 0. 

Enea Abramczyk Astoria: Karol Kamiński 13, Patryk Kędel 13, Wojciech Dzierżak 12, Adam Kemp 12 (16 zb.), Martyce Kimbrough 10 - Jakub Andrzejewski 18, Mikołaj Kachelski 2.