Podobnie, jak miało to miejsce w pierwszy finałowy weekend, tak i tydzień później kibice mogli obejrzeć dwa bardzo różne spotkania pomiędzy nami a ŁKS-em Coolpack Łódź. O wszystkim zadecyduje więc piąty mecz, który rozegrany zostanie u nas w domu, a więc w Grupa Moderator Arenie. Początek starcia zaplanowano na godzinę 19:00 w środę 27 maja.
W sobotę i w niedzielę w Łodzi odbyły się mecze numer trzy oraz cztery, które finalnie nie wyłoniły jeszcze zwycięzcy rozgrywek zaplecza Orlen Basket Ligi. Po starciach w Bydgoszczy był remis 1-1, co oznaczało, że przegrywając u siebie raz z ŁKS-em Coolpack, straciliśmy przewagę parkietu w tej serii. Nasz wyjazd w okolice środka Polski zakładał więc jasny plan, którym było odniesienie chociażby jednej wygranej, co pozwoliłoby nam odzyskać przewagę parkietu na potencjalny piąty mecz. I ten plan zrealizowaliśmy!
Oczywiście, lekki niedosyt pozostaje, gdyż - skoro wygraliśmy w sobotę - w niedzielę każdy miał naprawdę spore nadzieje na to, że po końcowej syrenie będzie można cieszyć się w upragnionego awansu do ekstraklasy. ŁKS Coolpack to jednak na tyle mocny i klasowy zespół, że nie poddał się w sytuacji, w której przegrywał z nami 1-2 i doprowadził do remisu i tym samym decydującego starcia w Grupa Moderator Arenie. A tam zdarzyć może się w zasadzie wszystko.
Pod pewnymi względami mocno liczymy na to, że z jednej strony sprawdzi się scenariusz sprzed roku, a z drugiej oczywiście nie. Bardzo nie chcielibyśmy bowiem powtórki, w której ponownie musielibyśmy przełykać gorzką pigułkę po piątym meczu - to na pewno. Chodzi w tym wypadku jednak o to, że wtedy przewaga parkietu miała znaczenie - Miasto Szkła Krosno grało z nami decydujący mecz u siebie i było w stanie tę przewagę wykorzystać.
Inna kwestia jest taka, że wtedy także na dzień dobry wygrał gość (wówczas my), by przegrać następnie dwa razy i znaleźć się pod ścianą. Wtedy w czwartym meczu doprowadziliśmy do remisu i tym samym decydującej batalii, którą ostatecznie przegraliśmy. Oby pod tym względem historia powtórzyła się w takim sensie, że przewaga parkietu znów okaże się decydująca. Bardzo byśmy też sobie życzyli, by powtórzył się jeszcze jeden scenariusz z tamtego piątego meczu.
Chodzi rzecz jasna o indywidualny występ naszego Martyce'a Kimbrough. Nasz lider - delikatnie rzecz ujmując - gra słabo w trwającej finałowej serii, choć przed rokiem był w niej absolutnie najlepszym graczem po naszej stronie. Gdybyśmy to wówczas my wywalczyli awans, nie podlegałoby żadnej dyskusji to, że to właśnie Tyce zostałby wybrany MVP wielkiego finału. Średnio zdobywał wtedy dla nas po 20 punktów przy naprawdę przyzwoitym procencie rzutów trafianych z dystansu (równo 40%). Teraz tak kolorowo już nie jest.
30-letni koszykarz totalnie nie może odnaleźć swojej skuteczności w tej serii. Oddał jak dotąd 22 rzuty z dystansu, z czego trafił zaledwie trzy... Obrona ŁKS-u Coolpack rzecz jasna bardzo mocno skupia się na nim, ale też nie da się ukryć, że z takimi sytuacjami Tyce musiał zmagać się nie tylko w tej serii, ale wielokrotnie wcześniej w trwających play-offach czy też w meczach sezonu zasadniczego. Cały czas więc czekamy na „ten mecz” Tyce'a. A nie da się przecież ukryć, że będzie to ostatnia taka szansa w tym sezonie
Wracając do game 5 finałów sprzed roku, wówczas Martyce zapisał na swoim koncie w całym meczu aż 30 punktów, połowę swojego dorobku zdobywając rzutami trzypunktowymi. Wtedy nie przełożyło się to na nasz sukces. Teraz liczymy jednak na to, że będzie inaczej. Tym bardziej, że oczywistym wydaje się również to, że będzie on szukał swoich szans, bo i sami koledzy będą mu ufać w tym meczu. Podkreślił to zresztą nasz kapitan Marcin Nowakowski, który w poniedziałkowy wieczór był gościem „Strefy Chanasa”.
A jak było w Łodzi? Na pewno słodko-gorzko. Słodko się zaczęło, bo od sobotniej wygranej, która nie przyszła nam jednak łatwo. Przez cały mecz mieliśmy nad rywalami przewagę, którą utrzymywaliśmy przez dłuższy czas. Mimo to brakowało nam sposobności ku temu, by szybciej zamknąć ten mecz. W czwartej kwarcie było już plus jedenaście dla nas, ale jeszcze na 3,5 minuty przed końcem na tablicy zrobiło się zaledwie 70:73, bowiem z dystansu przymierzył Iwo Maćkowiak. I wtedy zaczęła się delikatna nerwówka.
Obie strony nie potrafiły wykorzystać kilku swoich kolejnych szans, a kluczowy w takim wypadku okazał się rzut trzypunktowy Kuby Andrzejewskiego. Nie można powiedzieć, że to trafienie zamknęło cały mecz, ale jednak dało nam to w samej końcówce nieco więcej spokoju i pozwoliło dowieźć korzystny rezultat do końca. Dzień później stanęliśmy więc przed olbrzymią szansą na to, by zamknąć serię i świętować awans w łódzkiej Sport Arenie.
Zaczęło się jednak bardzo źle, bo od wyniku 0:8 na naszą niekorzyść. Widać było sporą nerwowość, wynikającą na pewno w głównej mierze z wagi tego spotkania. Bardzo szybko jednak nerwy opanowaliśmy, a sygnał do tego dał naszej drużynie Karol Gruszecki. Powoli zaczynaliśmy nie tylko zbliżać się do rywali, ale także - tak się przynajmniej wydawało i wszystko na to wskazywało - przejmować mecz. Zwieńczeniem pierwszej kwarty była książkowo rozegrana akcja pomiędzy naszym doświadczonym tercetem Nowakowski-Chyliński-Kemp.
W drugiej kwarcie utrzymywaliśmy delikatną przewagę, a wynik oscylował w okolicach naszego około sześciopunktowego prowadzenia. Wszystko, co złe, zaczęło się poniekąd od nieudanego wsadu Karola Gruszeckiego. Nasz doświadczony skrzydłowy przy wyniku 24:28 zderzył się z obręczą, a w kontrze akcję 2+1 zagrał Jaquan Carlos. I tak zamiast rezultatu 24:30 zrobiło się 27:28, a już po chwili, gdy Carlos wziął na siebie kolejne zagrania Łodzian, ci wyszli na prowadzenie.
Dobry fragment miał też nasz kapitan Marcin Nowakowski, ale jednak jak w transie grał Carlos, dzięki któremu ŁKS Coolpack prowadził z nami do przerwy 41:38. Wtedy wszystko było jeszcze sprawą otwartą, ale po zmianie stron gospodarze bardzo szybko odarli nas z jakichkolwiek złudzeń. Marcel Ponitka i Norbert Kulon wręcz momentalnie zapewnili swojemu zespołowi ucieczkę na 8-10 punktów, a na przełomie trzeciej i czwartej kwarty przewaga ta urosła do kilkunastu „oczek” i było po zawodach.
Teraz zabawa przenosi się więc do Bydgoszczy i tu też się zakończy. Nie da się ukryć, że liczymy na to, iż przysłowie „do trzech razy sztuka” znajdzie swoje potwierdzenie w tym przypadku. Nie udało się z Górnikiem Zamek Książ Wałbrzych, nie udało się z Miastem Szkła Krosno, więc chcemy, by udało się z ŁKS-em Coolpack Łódź. Po to graliśmy cały sezon na takiej intensywności i z taką skutecznością (regularne wygrywanie spotkań), by ten decydujący mecz mieć u siebie. I mamy. Teraz wystarczy - tylko i aż - to wykorzystać! Po awans!
- mecz finałowy
ŁKS Coolpack Łódź - Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 74:81 (13:20, 22:16, 23:26, 16:19)
ŁKS Coolpack: Iwo Maćkowiak 0, Marcel Ponitka 9, Jakub Motylewski 8 (15 zb.), Chauncey Collins 7, Norbert Kulon 7 - Jaquan Carlos 35, Dominik Grudziński 3, Wiktor Sewioł 3, Aleksander Lewandowski 0, Igor Urban 0.
Enea Abramczyk Astoria: Karol Gruszecki 19 (11 zb.), Jakub Andrzejewski 17, Adam Kemp 13, Karol Kamiński 11, Martyce Kimbrough 2 - Patryk Kędel 9, Michał Chyliński 7, Marcin Nowakowski 3, Bartosz Ptak 0.
- mecz finałowy
ŁKS Coolpack Łódź - Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 88:69 (15:20, 26:18, 21:13, 26:18)
ŁKS Coolpack: Marcel Ponitka 20, Norbert Kulon 13, Aleksander Lewandowski 11, Jakub Motylewski 3, Chauncey Collins 0 - Jaquan Carlos 20, Dominik Grudziński 12, Iwo Maćkowiak 3, Wiktor Sewioł 2, Igor Urban 2, Piotr Keller 1, Nataniel Kolasiński 1.
Enea Abramczyk Astoria: Karol Kamiński 20, Karol Gruszecki 12, Adam Kemp 7, Jakub Andrzejewski 2, Martyce Kimbrough 2 - Marcin Nowakowski 16, Michał Chyliński 8, Bartosz Ptak 2, Krzysztof Borkowski 0, Mikołaj Jamiołkowski 0, Mikołaj Kachelski 0.
stan rywalizacji po czterech meczach: 2-2


