No Martyce Kimbrough, no Karol Gruszecki, no Patryk Kędel, no Karol Kamiński, no Wojciech Dzierżak, no Mikołaj Jamiołkowski - no problem! To był wprost niesamowity mecz w naszym wykonaniu. Po raz trzeci z rzędu kończymy fazę zasadniczą domowym starciem i zwyciężamy trzeci raz.

Tym razem zadanie jednak stało przed nami najtrudniejsze z wielu względów.

Przed meczem mogło się wydawać, że będzie to spotkanie, które należy po prostu - z naszego punktu widzenia - rozegrać. My byliśmy przecież pewni swego już od dawna i po raz kolejny z rzędu trener Grzegorz Skiba miał w meczu ligowym pewne pole do testów, wprowadzania do gry w jeszcze większym wymiarze czasowym młodych graczy i tym samym rozsądnego zarządzania minutami u weteranów. I to po raz kolejny miało miejsce, a nie przeszkodziło nam pokonać bardzo mocnego rywala, posiadającego przecież bardziej wyrównaną kadrę od nas - na pewno na ten mecz.

A GKS przyjechał też do Bydgoszczy z konkretnym celem. Tyszanie chcieli rzecz jasna zdobyć Grupa Moderator Arenę, co dawałoby im jeszcze nadzieję, przy innych korzystnych dla nich rezultatach, na rozstawienie w ćwierćfinałach. Ostatecznie nasze zwycięstwo zepchnęło rywali na szóste miejsce, które tym samym „zagwarantowało” im grę z ŁKS-em Coolpack Łódź. Do momentu, gdy ekipa trenera Tomasza Jagiełki z nami prowadziła, potencjalnie mierzyła się w play-offach z SKS-em Fulimpex Starogard Gdański. Ostatecznie jednak stało się inaczej, bo swój mecz wygrał też Solvera Sokół Łańcut.

Wracając jednak do naszego meczu z GKS-em, trener Grzegorz Skiba w wyjściowym składzie postawił na Marcina Nowakowskiego, Jakuba Andrzejewskiego, Mikołaja Kachelskiego, Michała Chylinskiego oraz Adama Kempa. Wygląda to solidnie. Na ławce jednak mieliśmy na to starcie samych zawodników, którzy tym sezonem tak naprawdę debiutują na tym szczeblu rozgrywkowym, bo Patryk Kedęl, choć znalazł się w składzie meczowym, finalnie na parkiet jeszcze nie wyszedł.

Z początku grało nam się niełatwo przeciwko GKS-owi, a naszym jedynym zawodnikiem, stanowiącym zagrożenie dla gości, był Michał Chyliński. Na cztery minuty przed końcem pierwszej kwarty było już 7:19, bo z narożnika przymierzył wprowadzony chwilę wcześniej do gry Kajetan Kuczawski. I jak się później okazało, był to zdecydowanie nasz najgorszy fragment w całym spotkaniu, który później już się nam nie powtórzył. Z niemal każdą kolejną akcją zaczęliśmy niwelować straty.

Zaczęło się od odważnej akcji Filipa Dereszyńskiego, który ograł bardziej doświadczonego Mikołaja Adamczaka. Zresztą jeśli o naszego rezerwowego podkoszowego chodzi, był to bardzo dobry mecz w jego wykonaniu. Dał naprawdę jakościową zmianę Adamowi Kempowi, kończąc środową rywalizację z trzynastoma punktami, trzema zbiórkami (wszystkimi w ataku) i dwoma blokami. Gdyby skuteczniej egzekwował rzuty wolne (2/6), mogło być jeszcze lepiej.

Już w ostatnich meczach młodzi koszykarze otrzymywali coraz więcej szans na zaprezentowanie swoich możliwości, ale w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego dało się to dostrzec dobitnie. Pierwszą kwartę kończyliśmy piątką Borkowski-Tuskowski-Kachelski-Ptak-Dereszyński, której średnia wieku to nieco ponad 18,5 roku. I co ciekawe, młodzież odrobiła niemal wszystkie straty, bo ostatecznie po dziesięciu minutach na tablicy wyników było 20:24 (byłoby nawet 23:24, gdyby Krzysztof Borkowski trafił za trzy). 

Druga kwarta była zdecydowanie mniej emocjonująca, bo nie było w niej zbyt wielkich zwrotów akcji. Cały czas goście utrzymywali nad nami kilkupunktową przewagę. Znów swój moment miał w tej części Filip Dereszyński, ponownie ogrywając Mikołaja Adamczaka. Ostatecznie wynik w pewnym sensie nie uległ jednak zmianie, bowiem cały czas traciliśmy do przyjezdnych cztery „oczka”. Ale po zmianie stron emocje zaczęły się na nowo. Tym bardziej, że było to dla nas zupełnie inne otwarcie niż to na starcie meczu.

Ponownie w roli głównej zaprezentował się Michał Chyliński, a prowadzenie dał nam Kuba Andrzejewski. Później podwyższył je jeszcze Bartosz Ptak, jednak rywale nie chcieli tak tego zostawić i odzyskali kontrolę nad starciem, w czym główna zasługa Sebastiana Bożenko. W pewnym momencie narodziła się taka korespondencyjna rywalizacja między nim a naszym Mikołajem Kachelskim, gdyż jeden i drugi ciągnął swój zespół w ofensywie. Na dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty z narożnika przymierzył Szymon Walski i goście wrócili do czteropunktowego prowadzenia. 

Jeszcze w tej części zdołaliśmy jednak wrócić na prowadzenie, które sukcesywnie powiększaliśmy już w czwartej odsłonie rywalizacji. GKS - od momentu wspomnianej wyżej trójki Walskiego - totalnie stanął w miejscu, a my robiliśmy swoje. Od stanu 52:56 doprowadziliśmy do prowadzenia 69:59! Nasza siedemnastopunktowa seria była więc tym absolutnie decydującym fragmentem w meczu, bowiem goście z tego ciosu, który wyprowadziliśmy, już się nie podnieśli. 

Ich niemoc znów rzutem trzypunktowym przełamał Walski, ale do samego końca utrzymaliśmy pełną koncentrację, a trójka o tablicę Filipa Dereszyńskiego była jakby gwoździem dla przyjezdnych. Tym bardziej, że po chwili jeszcze Kuba Andrzejewski trafił z dystansu sprzed nosa Szymona Kiwilszy, po którym to trafieniu rywale mogli już praktycznie tylko spuścić głowy. Ostatecznie wygraliśmy różnicą 12 „oczek”, w samej końcówce nieco spuszczając już z tonu. 

Teraz przed nami play-offy, w których los skojarzył nas z Kotwicą Port Morski Kołobrzeg. Pierwsze dwa mecze w Grupa Moderator Arenie już w najbliższą niedzielę oraz dzień później, czyli w poniedziałek, odpowiednio o 18:00 i 19:00. 

Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – GKS Tychy 84:72 (20:24, 18:18, 19:14, 27:16) 

Enea Abramczyk Astoria: Michał Chyliński 20, Jakub Andrzejewski 15, Mikołaj Kachelski 11, Marcin Nowakowski 4 (11 as.), Adam Kemp 3 - Filip Dereszyński 13, Bartosz Ptak 9, Kacper Tuskowski 6, Krzysztof Borkowski 3.

GKS: Szymon Kiwilsza 11, Michał Lis 9, Szymon Walski 8, Tomasz Śnieg 6, Mateusz Dziemba 2 - Sebastian Bożenko 10, Mateusz Szczypiński 9, Konrad Dawdo 6, Stanisław Heliński 6, Kajetan Kuczawski 5, Mikołaj Adamczak 0, Artur Danielak 0.