W bardzo spokojnej atmosferze (poza fragmentami czwartej kwarty) przebiegał wtorkowy mecz 31. kolejki Bank Pekao S.A. I ligi mężczyzn, w którym podejmowaliśmy ekipę Miners Katowice. Los jednych i drugich znany był już bowiem przed spotkaniem i żaden rezultat nie był już w stanie tego zmienić.
Ostatecznie ograliśmy ambitnie grających po przerwie gości 93:84.
Wtorkowe spotkanie nieco lepiej rozpoczęli przyjezdni. Wszystko za sprawą celnych dystansowych trafień Tomasza Krzymińskiego oraz Camerona Hamiltona. Gabaryty naszego Adama Kampa powodowały, że Katowiczanie upatrywali swoich szans właśnie na dystansie. U nas z kolei gry w ataku mocno poszukiwał Karol Gruszecki, który szybko zgromadził osiem punktów na swoim koncie. Najmocniej wspierał go Marcin Nowakowski, po którego trójce prowadziliśmy 18:13 w połowie pierwszej, ofensywnej kwarty.
Na cztery minuty przed zakończeniem tej części, rozegraliśmy koronkowy kontratak, po którym pierwsze punkty po powrocie do zespołu na swoim koncie zapisał Mikołaj Jamiołkowski. Ostatecznie po dziesięciu minutach na tablicy było 27:22. W drugiej części tej odsłony lekko spuściliśmy bowiem z tonu, choć mogło się zakończyć dla nas pięknie, gdyż po swoich dwóch celnych rzutach wolnych Kuba Andrzejewski zabrał jeszcze piłkę rywalom, ale nie trafił swojej próby zza linii 6,75 m.
Bardzo aktywny od swojego pojawienia się na parkiecie w tym meczu był Bartosz Ptak, który kilkakrotnie urywał się rywalom w okolicach linii końcowej, więc ci musieli posiłkować się przewinieniami na naszym skrzydłowym, który wykazywał się naprawdę dużą ochotą do gry. W 12. minucie starcia po raz pierwszy urwaliśmy się ekipie Miners na dziesięć punktów, gdy celnie z dystansu przymierzył Michał Chyliński. Od tego momentu utrzymywaliśmy wypracowaną wcześniej przewagę.
Po dwudziestu minutach tablica wskazywała rezultat 50:35 i przyznać trzeba, że był to absolutnie uczciwy wynik, ukazujący taką, a nie inną różnicę pomiędzy drużynami. Nasze 55 procent w rzutach z gry kontra 33 procent rywali, my mieliśmy w tamtym momencie 25 zbiórek, przyjezdni 12. Można więc w zasadzie nawet stwierdzić, że nasza przewaga była mniejsza niż mogłaby być. Po powrocie obu ekip z szatni cały czas utrzymywaliśmy bezpieczne prowadzenie.
W połowie trzeciej kwarty przyjezdni zebrali się jednak do odrabiania strat. Sygnał do tego dał swojej drużynie Adam Skiba, a w ślad za nim poszli Michał Kierlewicz i Thomas Davis, który po dość niemrawej w swoim wykonaniu pierwszej połowie, po zmianie stron zaczął dokładać punkty do dorobku Miners. Gdy właśnie Davis przymierzył z dystansu, zrobiło się zaledwie 64:58. Akcją 2+ odpowiedział jednak ścinający pod kosz Michał Chyliński.
Cała trzecia kwarta padła łupem Katowiczan, którzy wygrali ją dość wysoko, bo 27:18. Był to więc dla nas pewien sygnał ostrzegawczy, że jeśli chcemy do końca dowieźć korzystny dla nas rezultat, musimy zachować dużo większą koncentrację i wzmocnić obronę. A ostatnia część zaczęła się dla nas kiepsko, bo od dwóch popełnionych strat. Szczęście w nieszczęściu było jednak takie, że po pierwszej z nich kontrę Miners blokiem na Michale Kierlewiczu zastopował Kuba Andrzejewski, a po chwili Thomas Davis sam pozbył się piłki.
Pojawiło się też kilka spornych sytuacji, w których domagaliśmy się od sędziów odgwizdywania przewinień, jednak ich gwizdki milczały. Przy wyniku 75:70 sprawy w swoje ręce wziął doświadczony Karol Gruszecki, który wykazał się dużym sprytem, wymuszając przewinienie Karola Nowakowskiego przy rzucie trzypunktowym. Nasz skrzydłowy wykorzystał wszystkie próby, jednak po chwili za trzy „ukąsił nas” Tomasz Krzymiński. „Grucha” ponownie wziął jednak na siebie akcję, trafiając sprzed nosa rywala.
Pod koniec, gdy na tablicy było 82:76 i mieliśmy nieco słabszy moment, mocno pomogła nam publiczność. A w zasadzie pomogła Karolowi Gruszeckiemu, który wybrał kolejną indywidualną akcję, którą zamienił na punkty. Na dwie minuty i czterdzieści pięć sekund przed końcem starcia było więc 84:76. Wtedy, po czasie dla rywali, trójkę zaaplikował nam Cameron Hamilton, ale od razu prawie tym samym odpowiedział Martyce Kimbrough. Prawie, bo nasz zawodnik przekroczył linię rzutów za trzy punkty.
Do końca meczu nic się już nie zmieniło, choć rywale bardzo mocno walczyli o odwrócenie losów tego starcia. Na 36 sekund przed końcem mecz celną trójką zamknął jednak Jakub Andrzejewski, po trafieniu którego było 91:82. Finalnie oba zespoły zdobyły jeszcze po jednym koszu, więc ostatecznie licznik zatrzymał się na wyniku 93:84, a naszym najlepszym strzelcem tego wieczoru okazał się Karol Gruszecki, autor 19 „oczek”.
Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Miners Katowice 93:84 (27:22, 23:13, 18:27, 25:22)
Enea Abramczyk Astoria: Karol Gruszecki 19, Adam Kemp 15 (14 zb.), Marcin Nowakowski 14, Mikołaj Kachelski 8, Martyce Kimbrough 4 - Michał Chyliński 14, Mikołaj Jamiołkowski 9, Jakub Andrzejewski 6, Bartosz Ptak 4, Krzysztof Borkowski 0.
Miners: Cameron Hamilton 18, Adam Skiba 16, Tomasz Krzymiński 14, Thomas Davis 13, Marcel Kapuściński 6 - Michał Kierlewicz 9, Maksymilian Szefler 4, Mateusz Pluta 3, Karol Nowakowski 1, Karol Leszczyński 0.


