Krótsza rotacja nie okazała się dla nas przeszkodą do odniesienia kolejnej zdecydowanej wygranej, choć początek nie zwiastował tego, co pokazał na tablicy ostateczny wynik. W pierwszej połowie męczyliśmy się bowiem niesamowicie, a że nie „siedziały” nam trójki, to różnica pomiędzy obiema ekipami była niewielka.
Po zmianie stron mecz toczył się już pod nasze dyktando. Przebudzili się też weterani, co było kluczem do końcowego sukcesu.
W przeciwieństwie do ubiegłotygodniowego starcia z Weegree AZS Politechnika Opolską, tym razem bardzo dobrze wprowadziliśmy się do spotkania. Zwłaszcza Adam Kemp, który jeszcze przed pierwszym gwizdkiem otrzymał zegarek marki Aerowatch w nagrodę za zdobycie tytułu gracza lutego w Bank Pekao S.A. I lidze. Nasi rywale jednak grali bardzo konsekwentnie i trzymali się bardzo blisko nas. Decka przechodziła szybko z obrony do ataku, wykorzystując nasz momentami za wolny powrót do defensywy.
Na minutę przed końcem pierwszej odsłony prowadziliśmy zaledwie 23:22. Goście stosowali bardzo dużo pułapek i podwojeń w różnych częściach parkietu, co stanowiło dla nas spore wyzwanie i nie pozwalało grać płynnie w ataku. W grze trzymali nas jednak Karol Kamiński i Tyce Kimbrough. Ostatecznie po dziesięciu minutach prowadziliśmy 28:22. Od początku drugiej kwarty to z kolei Karol Gruszecki brał na siebie ciężar gry.
Przy węższej rotacji każdy z wchodzących na parkiet zawodników musiał dać od siebie coś ekstra, z czym „Grucha” nie miał problemu, ponownie grając na pozycji numer cztery. Mimo to nie potrafiliśmy oddalić się od rywali, gdyż ci byli bardzo dobrze dysponowani na dystansie. Dobre dzielenie się piłką i szukanie najlepiej ustawionego partnera powodowało, że na nieco mniej niż 3,5 minuty przed końcem pierwszej połowy - choć prowadziliśmy 46:41 - Grzegorz Skiba poprosił o przerwę.
Końcówkę trzeciej kwarty Decka zagrała - wydawać by się mogło - bardzo eksperymentalnym zestawieniem. Jednocześnie na parkiecie przebywali Toczek, Stubba, Bękarciak, Gurtatowski i Szczepański. Tego ostatniego zmienił jeszcze Maciej Nagel, a Gurtatowskiego Rudziński. Nie przeszkodziło to jednak przyjezdnym cały czas trzymać się blisko nas. Ostatecznie po pierwszej połowie było 53:50, bo tuż przed końcem sytuacyjną trójkę rzucił nam Miłosz Toczek.
Od początku trzeciej kwarty niewiele się zmieniło. Gra z obu stron w dalszym ciągu wyglądała bardzo podobnie. Żadna z ekip diametralnie nie zmieniła więc swojego stylu gry i założeń. To jednak my byliśmy tą stroną, która jako pierwsza była w stanie oderwać się na wyższą, bo już dwucyfrową różnicę. A było to po kontrataku, w którym dwa „oczka” zdobył dla nas Patryk Kędel. Odpowiedzi nie było, więc znów w roli głównej wystąpił Kędi i przy wyniku 71:59 o czas musiał poprosić Rafał Knap.
Warto też podkreślić, że obydwa zespoły przystąpiły do tego starcia w mocno osłabionych składach. U nas zabrakło rzecz jasna Wojtka Dzierżaka, ale także Kuby Andrzejewskiego i Bartosza Ptaka, natomiast wśród przyjezdnych nie wystąpili Jayden Coke, Mikołaj Ratajczak, Przemysław Kuźkow oraz Mariusz Konopatzki. Patrząc więc na same nazwiska, stwierdzić można, że to jednak nasi rywale mieli zdecydowanie mniejsze pole rażenia, co w trzeciej kwarcie się uwydatniło.
Ostatecznie przed ostatnią kwartą sobotniego spotkania mieliśmy nad rywalami dziesięć „oczek” zapasu. Po trzech minutach Q4 było już jednak 90:70, a więc podwoiliśmy swoją przewagę po trzydziestu minutach. Największa w tym zasługa naszych weteranów - Michała Chylińskiego i Karola Gruszeckiego, którzy pilnowali dla nas w pełni korzystnego rezultatu. Rywale byli całkowicie rozbici. Po kolejnej kontrze, po której dwa punkty zdobył Marcin Nowakowski, było już 96:70.
Ale to nie był koniec. Gdy z narożnika za trzy trafił Mikołaj Kachelski, tablica wskazała 101:70, co oznaczało, że w tym momencie prowadziliśmy w czwartej kwarcie już 23:2! Do samego końca w pełni kontrolowaliśmy już ten mecz, a trener Grzegorz Skiba dał jeszcze szansę gry Krzysztofowi Borkowskiemu oraz Kacprowi Tuskowskiemu. Ostatecznie po czterdziestu minutach tablica pokazywała wynik 104:81. Choć więc nie utrzymaliśmy do samego końca aż tak wysokiego prowadzenia, to jednak nasz triumf nie podlegał absolutnie żadnej dyskusji.
Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Decka Pelplin 104:81 (28:22, 25:28, 25:18, 26:13)
Enea Abramczyk Astoria: Martyce Kimbrough 20, Adam Kemp 17, Karol Kamiński 13, Michał Chyliński 11, Marcin Nowakowski 4 - Karol Gruszecki 19, Patryk Kędel 15, Mikołaj Kachelski 5.
Decka: Filip Siewruk 19, Miłosz Toczek 15 (16 as.), Filip Gurtatowski 14, Maciej Nagel 8, Oliver Rudziński 3 - Olivier Szczepański 13, Damian Durski 6, Bartosz Bękarciak 3, Bruno Stubba 0.


