Nie był to dla nas na pewno łatwy mecz, choć pierwsza kwarta zwiastowała, że może być inaczej. Prowadziliśmy bowiem po niej już 28:12, ale w trzeciej kwarcie goście zbliżyli się do nas na zaledwie trzy „oczka”.
Trudny moment jednak wytrzymaliśmy i do końca - mimo nacisków ze strony rywali - utrzymaliśmy prowadzenie do ostatniej syreny, ostatecznie wygrywając różnicą dziesięciu punktów.
Spotkanie najlepszej w lidze ofensywy z najlepszą obroną rozpoczęło się od krótkiej wymiany ciosów z obu stron. Więcej jednak było tych nieskutecznych akcji, o czym najdobitniej może świadczyć początek gości i ich skuteczność z gry (2/10). Warto dodać, że oba trafione na starcie rzuty były próbami dystansowymi. Pod naszym koszem przyjezdnym było niezwykle trudno jakkolwiek nam zagrozić. My szybciej znaleźliśmy właściwy rytm w ataku, a po celnych trójkach Michała Chylińskiego i Patryka Kędla na tablicy zrobiło się 19:10
Do samego końca pierwszej części w pełni kontrolowaliśmy już boiskowe wydarzenia, a pierwsza kwarta zakończyła się w niebywały sposób. Mieliśmy niecałą sekundę (dokładnie 0,9) na zakończenie swojej akcji rzutem, który dostał Kuba Andrzejewski. Nasz gracz, będący ostatnio w bardzo dobrej formie strzeleckiej, trafił z okolic połowy boiska, ustalając tym samym wynik po dziesięciu minutach na 28:12. W drugiej kwarcie tak dobrze już nie było. Kotwica, znana z dobrej obrony, bardzo ją wzmocniła, więc zaczęliśmy mieć większe problemy w ataku...
Trafialiśmy wprawdzie z dystansu, i to spory pozytyw tej części, ale bliżej kosza popełnialiśmy już więcej błędów., co było też wynikiem defensywy przyjezdnych. Z lepszej defensywy gości brał się też dużo lepszy atak, efektem czego w pewnym momencie było „tylko” 40:33. Zdołaliśmy jednak wybrnąć z delikatnych opresji, a po akcji 2+1 Adama Kempa było 45:33. Kołobrzeżanie jeszcze raz w tej części zerwali się do ataku, ale ostatnia akcja pierwszej połowy należała do nas.
I tak, jak kwartę numer jeden zakończył Kuba Andrzejewski, tak samo druga odsłonę sfinalizował Karol Kamiński. Może jego trafienie z dystansu nie było tak spektakularne, jak miało to miejsce w przypadku wychowanka TKM-u Włocławek, jednak efekt był dokładnie ten sam. Trafienie trzypunktowe KK'a sprawiło, że po dwudziestu minutach było 48:37. Po powrocie z szatni rozpoczęliśmy dobrze. Zwłaszcza kilka naszych akcji w obronie zmusiło Kotwicę do popełnienia błędu 24 sekund.
Mimo to jako pierwszy o czas w drugiej połowie musiał poprosić Grzegorz Skiba, bowiem znów w pewnym momencie zacięliśmy się w ataku, a goście po celnej trójce Filipa Małgorzaciaka zbliżyli się do nas na dziewięć „oczek”. Może się wydawać, że była to nie najgorsza zaliczka, ale jeszcze kilka chwil wcześniej na tablicy było 55:41. Nasza niemoc w ataku jednak trwała, a gdy KJ Feagin trafił za trzy, a Paweł Leończyk za dwa, było tylko 55:52...
Przed ostatnią kwartą wynik był więc sprawą dużo bardziej otwartą niż mogło się to wydawać w momencie, gdy prowadziliśmy już różnicą czternastu punktów. W samej końcówce trzeciej kwarty nieco oddechu dał nam jednak Marcin Nowakowski. Nasz kapitan dobrze organizował grę i dzięki jego współpracy z Adamem Kempem po trzydziestu minutach było 61:54. I jeśli ktoś w ostatnim czasie ma być w naszej drużynie lekiem na gorsze chwile, to jest tym kimś też na pewno Kuba Andrzejewski.
Bohater meczu w Stargardzie również przeciwko Kotwicy miał swoje przysłowiowe pięć minut, gdy od stanu 63:57 trafił dwa razy z linii rzutów wolnych, raz za trzy z na wprost kosza i dzięki temu odskoczyliśmy rywalom na jedenaście „oczek”. W kolejnych minutach znów trwał pewien marazm z obu stron, wynikający także z twardej defensywy. Pierwsi w ataku przełamali się goście. Od stanu 70:57 zdobyli oni sześć kolejnych punktów i Grzegorz Skiba musiał poprosić o swoją kolejną przerwę na żądanie.
Gdyby tego było mało, w następnej akcji w ataku faulował Marcin Nowakowski. Wtedy zrobiło się trochę nerwowo, bo do końca pozostawały wówczas trzy minuty. W obronie bardzo przydał się wtedy Adam Kemp, który blokiem poczęstował KJ'a Feagina, a po drugiej stronie dwa punkty zdobył dla nas Martyce Kimbrough. Mimo to cały czas sytuacja wydawała się stosunkowo niepewna. Kotwica mocno broniła, wywierała na nas presję i to już na naszej połowie, szukając oczywiście ewentualnych przechwytów.
Na 32 sekundy przed końcem straciliśmy piłkę pod koszem rywali i o czas poprosił wtedy Rafał Frank. Na tablicy było w tamtym momencie 73:66. Po wybiciu piłki z autu przez Filipa Małgorzaciaka, ten po chwili otrzymał ją z powrotem od Pawła Leończyka, jednak spudłował swoją próbę dystansową. Wojciech Siembiga od razu faulował więc Michała Chylińskiego, a nasz wychowanek zamknął mecz dwoma celnymi rzutami wolnymi. Wynik jedną celną próbą z linii osobistych na 76:66 ustalił Patryk Kędel.
Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Kotwica Port Morski Kołobrzeg 76:66 (28:12, 20:25, 13:17, 15:12)
Enea Abramczyk Astoria: Adam Kemp 13, Patryk Kędel 12, Wojciech Dzierżak 10, Karol Kamiński 10, Martyce Kimbrough 10 - Jakub Andrzejewski 10, Michał Chyliński 8, Marcin Nowakowski 3.
Kotwica Port Morski: Paweł Dzierżak 16, Wojciech Siembiga 13, Filip Małgorzaciak 11, Paweł Leończyk 8, KJ Feagin 6 - Szymon Janczak 6, Remon Nelson 6, Jordan Lewis 0.


