Powiedzieć, że po prostu wygraliśmy swój kolejny mecz w Bank Pekao S.A. I lidze, to jak nic nie powiedzieć. W ramach 17. kolejki rozgrywek podejmowaliśmy na własnym terenie osłabiony zespół Solvera Sokoła Łańcut, któremu po prostu nie daliśmy najmniejszych szans, wygrywając aż 113:81.

W całym spotkaniu mieliśmy aż 30 asyst, 15 przechwytów i tylko 9 strat.

Początek spotkania był bardzo wyrównany. Na trójkę Martyce'a Kimbrough dokładnie tym samym odpowiedział Filip Struski. W kolejnych akcjach trwała walka kosz za kosz, ale wtedy to my jako pierwsi wrzuciliśmy wyższy bieg i odskoczyliśmy rywalom na kilka „oczek”. Ci zacięli się w ataku, co wynikało w sporej mierze z naszej dobrej defensywy, a gdy naszą kolejną już kontrę na dwa punkty zamienił Tyce (21:14), o przerwę na żądanie poprosił trener Dariusz Kaszowski.

Jego gracze nie potrafili jednak po jego wskazówkach znaleźć drogi do naszego kosza. Przez pewien czas oczywiście, bo w końcu się to zmieniło, gdy akcję 2+1 rozegrał Piotr Wieloch. Po chwili wychowanek Obry Kościan przymierzył zza łuku i było tylko 25:20. Gdy z kolei to samo zrobił Mateusz Kaszowski, prowadziliśmy już tylko dwoma „oczkami”. Ostatecznie po dziesięciu minutach było 27:23.

W drugą odsłonę weszliśmy z kolei bardzo dobrze. To zasługa Karola Gruszeckiego, który raz trafił za trzy, a po chwili z kolei za dwa i osiągnęliśmy dwucyfrową przewagę. Będący w gazie „Grucha” wybrał też piłkę z kozła Maciejowi Kucharkowi i popędził na kosz Sokoła, efektownie pakując piłkę do kosza. Nasza obrona stała na bardzo wysokim poziomie, bo co rusz rywale musieli oddawać rzuty z bardzo trudnych pozycji lub też tracili piłkę, co my zamienialiśmy na punkty po kolejnych kontratakach.

Po kolejnym z nich i punktach Patryka Kędla na tablicy zrobiło się już 44:26 i swój drugi timeout w pierwszej połowie wykorzystał szkoleniowiec przyjezdnych. W tym momencie rezultat drugiej kwarty wynosił 17:3. To był jednak moment, w którym łańcucianie ewidentnie się przebudzili i druga część tej kwarty była w ich wykonaniu już dużo lepsza. Problemem drużyny z Podkarpacia było jednak to, że my cały czas byliśmy w stanie grać swoje i nie pozwoliliśmy jej na zbyt wiele.

Do końca pierwszej połowy trzymaliśmy rywali na bezpiecznym dystansie i po dwudziestu minutach pewnie prowadziliśmy 61:43. Po powrocie z szatni ani myśleliśmy się zatrzymywać i bezlitośnie punktowaliśmy gości. Wprowadzony do gry Michał Chyliński trafiał za trzy przeciwko strefie, a nadal aktywni w defensywie nasi obwodowi zabierali piłkę łańcucianom, co dawało nam okazję do łatwych punktów z kontrataków. Po drugiej stronie swój dzień na dystansie miał Filip Struski, ale był mocno osamotniony w poczynaniach ofensywnych.

Efekt tego był taki, że na trzynaście minut przed końcem prowadziliśmy już 85:53. W samej końcówce trzeciej kwarty w nasze poczynania wkradło się drobne rozprężenie, co sprawiło, iż goście trochę wynik podgonili. Wystarczyło to im jednak tylko do tego, by przegrywać przed ostatnią częścią meczu różnicą 26 punktów (88:62). W czwartej kwarcie musieliśmy więc naszą wysoką zaliczkę utrzymać i też zdobyć sto punktów - trudno było o tym nie myśleć, jeśli w 30 minut rzuciło się rywalom aż 88 punktów.

Magiczną barierę przekroczyliśmy w momencie, gdy z dystansu przymierzył Patryk Kędel. Do końca mogliśmy już więc tylko dogrywać to spotkanie, które tak naprawdę zakończyło się w trzeciej kwarcie. Oczywiście, koszykówka jest sportem nieprzewidywalnym, jednak tego dnia po prostu to my mieliśmy po swojej stronie wszelkie możliwe argumenty.

Najwięcej miał ich Patryk Kędel, który ostatecznie był naszym najlepszym strzelcem, ale tak naprawdę każdy z zawodników wprowadzonych do gry pozostawił sporą cegiełkę - jeśli nie dodając ją w ataku, to w obronie, co najmocniej widoczne było wśród naszych obwodowych i skrzydłowych. Tym samym I fazę sezonu zasadniczego kończymy z bilansem 13-3.

Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Solvera Sokół Łańcut 113:81 (27:23, 34:20, 27:19, 25:19)

Enea Abramczyk Astoria: Patryk Kędel 26, Martyce Kimbrough 17, Adam Kemp 12, Wojciech Dzierżak 7, Karol Kamiński 7 (10 as.) - Michał Chyliński 10, Marcin Nowakowski 10, Karol Gruszecki 9, Jakub Andrzejewski 6, Mikołaj Jamiołkowski 5, Mikołaj Kachelski 0. 

Solvera Sokół: Filip Struski 27, Milan Milovanović 14, Mateusz Kaszowski 11, Oskar Hlebowicki 6, Filip Zegzuła 5 - Piotr Wieloch 15, Maciej Kucharek 3, Hubert Kurek 0.