To nie miał być dla nas łatwy mecz i mimo końcowego wyniku wcale nie był. Mimo że finalnie wygraliśmy bardzo pewnie, był moment, w którym Minersi doszli nas na zaledwie cztery punkty.

Ostatecznie jednak swoim doświadczeniem byliśmy w stanie dowieźć do końca bardzo pewny triumf.

Tego spotkania absolutnie nie mogliśmy przegrać. Oczywiście, podobnie jak w przypadku całkiem niedawnego starcia z Żubrami Białystok, podchodziliśmy do tego spotkania z pełną koncentracją i dużym szacunkiem do rywala, ale jednak to my byliśmy faworytem i z tej roli wywiązaliśmy się bez najmniejszego zarzutu. Choć był moment zrywu gospodarzy.

Było to w trzeciej kwarcie, kiedy Michał Kierlewicz i zwłaszcza Adam Skiba mieli swoje przysłowiowe pięć minut, dając swojemu zespołowi poważny sygnał do ataku. Wtedy o czas poprosił jednak Grzegorz Skiba i zdołaliśmy jeszcze w tej części wrócić na dobre tory. Nasi weterani stali wówczas na posterunku. Najpierw za trzy przymierzył Michał Chyliński, a po chwili w kontrze wsadem popisał się Karol Gruszecki.

Dzięki temu po trzydziestu minutach prowadziliśmy 60:52, a w czwartej kwarcie pozostało nam już jedynie dokończyć dzieła. Ostatecznie trener Skiba dał zagrać każdemu zawodnikowi z meczowej rotacji. Wynik był już bowiem ustalony jeszcze na dużo przed końcem, więc również Mikołaj Kachelski zdołał zaliczyć epizod w tym pojedynku, który jednak nie zachwycił, bo po prostu w całościowym jego obrazie byliśmy po prostu dużo lepsi od gospodarzy.

W naszych szeregach najlepszy był Adam Kemp, któremu jednej zbiórki zabrakło do double-double. Ostatecznie pięciu naszych graczy zapisało przy swoim nazwisku dwucyfrową zdobycz, a Kubie Andrzejewskiemu i Mikołajowi Jamiołkowskiemu zabrakło do tego po dwa „oczka”. Teraz możemy już więc tylko myśleć o najbliższym domowym starciu z SKS-em Fulimpex, który rozegrany zostanie na początek 15. serii gier w Bank Pekao S.A. I lidze.

Po meczu z Miners powróciliśmy też na fotel lidera, który chwilowo straciliśmy po sobotnich starciach na rzecz ŁKS-u Coolpack Łódź. Będziemy walczyć o to, by zachować go do samego końca pierwszej rundy rozgrywek, która zbliża się już wielkimi krokami.

Miners Katowice – Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 65:84 (9:21, 20:22, 23:17, 13:24)

Miners: Thomas Davis 14, Michał Kierlewicz 10, Maksymilian Szefler 6, Tomasz Krzymiński 4, Karol Nowakowski 2 - Adam Skiba 12, Wojciech Jagiełło 7, Mikołaj Jopek 6, Maksymilian Formella 4, Samuel Gusławski 0.

Enea Abramczyk Astoria: Adam Kemp 13, Martyce Kimbrough 11, Karol Kamiński 10, Wojciech Dzierżak 6, Patryk Kędel 2 - Michał Chyliński 16, Karol Gruszecki 10, Jakub Andrzejewski 8, Mikołaj Jamiołkowski 8, Mikołaj Kachelski 0.