Jako pierwszy zespół w całej stawce osiągnęliśmy dziesięć zwycięstw i umocniliśmy się tym samym na pozycji lidera Bank Pekao S.A. I ligi mężczyzn. W sobotę poprzeczka nie wisiała jednak zbyt wysoko. Do grodu nad Brdą zawitała bowiem mająca swoje bardzo duże problemy ekipa Żubrów Abakus Okna Białystok.
Duży szacunek należy się jednak gościom, bo choć w ostatecznym rozrachunku wynik mówi sam za siebie, to jednak przyjezdni naprawdę walczyli przeciwko nam.
Wprawdzie sobotnie spotkanie rozpoczęło się od punktów Karola Kutty, jednak wkrótce po tym białostocki kosz zalała lawina trójek w kolejności: Martyce Kimbrough, Karol Gruszecki, ponownie Tyce oraz Marcin Nowakowski i przy wyniku 14:5 o swój pierwszy czas w meczu musiał poprosić trener gości, Dawid Malinowski. Wtedy celnym trafieniem dystansowym odpowiedział nam Benjamin Didier-Urbaniak, ale chwilę później nastroje w Żubrach popsuł już drugi faul w meczu podkoszowego Yevhena Balabana.
W połowie kwarty zmieniliśmy też obronę - z każdy swego na strefową - co przyniosło efekt w postaci podwyższania naszego prowadzenia, jednak kolejną trójkę trafił wtedy Didier-Urbaniak. Trochę przysnęliśmy też w obronie w kolejnych akcjach i pozwoliliśmy zdobywać łatwe punkty Krystianowi Tyszce. Na sam koniec pierwszej kwarty bliżej kosza trafił jeszcze Balaban, zatem - mimo że w pewnym momencie prowadziliśmy już 22:11 - po dziesięciu minutach było tylko 24:19.
Jeśli o nasz wyjściowy skład chodzi, to zabrakło w nim miejsca dla Adama Kempa. Nasz środkowy pojawił się w grze dopiero w drugiej kwarcie, co spowodowało, że rywale szans na punkty upatrywali niemal jedynie w rzutach dystansowych. Ich skuteczność w tym elemencie była jednak mizerna (w pewnym momencie 3/16), więc zaczęliśmy budować swoją przewagę i wyszliśmy po czternastu minutach starcia na 14-punktowe prowadzenie, gdy dwa rzuty wolne wykorzystał Kuba Andrzejewski.
Był to moment, w którym nieco spuściliśmy z tonu, a i Żubry zdołały podgonić wynik. Finalnie jednak dołożyliśmy jeszcze jedno „oczko” do naszego prowadzenia i po pierwszej połowie było 47:32. Dzięki temu mogliśmy w pełni spokojnie kontrolować to, co działo się po powrocie z szatni. A przyznać trzeba, że - kolokwialnie rzecz ujmując - wróciliśmy z niej nieco później niż goście, którzy trochę pokarali nas w kilku początkowych akcjach trzeciej kwarty.
Gdy jednak zagraniem 2+1 popisał się Patryk Kędel, było już 64:41 i nasi rywale mogli mieć już tylko nadzieję na jak najniższy wymiar kary. Ale mecz szedł raczej w przeciwnym dla Żubrów kierunku. Na 1,5 minuty przed końcem trzeciej odsłony starcia, po dwóch trójkach Tyce'a, było już 77:43. Indywidualne akcje pozwoliły gościom nieco zmniejszyć ten dystans, ale i tak przed ostatnią częścią gry było absolutnie po zawodach, bo prowadziliśmy wówczas 77:50.
Czwarte dziesięć minut wygraliśmy różnicą siedmiu punktów. Tym samym w całym spotkaniu odnieśliśmy bardzo cenny triumf, a co szczególnie ważne i co może cieszyć - zapunktował każdy z zawodników, który pojawił się w tym meczu na parkiecie. Więcej minut otrzymał Mikołaj Kachelski, który był trzecim strzelcem spośród graczy rezerwowych. Rywale przyjechali do nas w ośmioosobowym składzie. Kiedyś w podobnym zestawieniu w hali „Łuczniczka” triumfowała w Bydgoszczy Noteć Inowrocław, ale tym razem nie zlekceważyliśmy przeciwników i odnieśliśmy bardzo przekonujący triumf.
Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – Żubry Abakus Okna Białystok 99:65 (24:19, 23:13, 30:18, 22:15)
Enea Abramczyk Astoria: Martyce Kimbrough 23, Patryk Kędel 15 (10 zb.), Karol Gruszecki 11, Karol Kamiński 5, Marcin Nowakowski 3 - Wojciech Dzierżak 12, Jakub Andrzejewski 10, Mikołaj Kachelski 8, Mikołaj Jamiołkowski 6, Adam Kemp 4, Bartosz Ptak 2.
Żubry Abakus Okna: Karol Kutta 18, Krystian Tyszka 13, Roman Janik 12, Benjamin Didier-Urbaniak 6, Yevhen Balaban 4 - Cezary Karpik 5, Rafał Szpakowski 4, Łukasz Klawa 3.


