Gdyby nie pierwsza kwarta, można by nawet stwierdzić, że był to wyrównany mecz. Bo był, ale od drugiej do czwartej kwarty, kiedy to obie drużyny rzuciły po 64 punkty.
Nasze doskonałe wejście w starcie ustawiło jednak jego dalszy przebieg, dzięki czemu kontrolowaliśmy spotkanie od trzeciej do czterdziestej minuty.
Nasze środowe spotkanie w Tychach - rozgrywane awansem w ramach 16. kolejki Bank Pekao S.A. I ligi koszykówki mężczyzn - rozpoczęło się od korespondencyjnego pojedynku byłych graczy z poziomu ekstraklasy. Na trójkę Karola Gruszeckiego po chwili tym samym odpowiedział Mateusz Dziemba, a gdy nieco później nasz skrzydłowy trafił z półdystansu, to samo uczynił koszykarz GKS-u, choć w jego wypadku był to bardziej floater.
Wtedy nadeszła pora na wsparcie dla nich od kolegów. Pierwszy w obowiązku poczuł się Patryk Kędel, po którego dwóch dobrych akcjach, na tablicy było 5:10. Gdy z kolei po chwili znów „Grucha” przymierzył z dystansu, o czas musiał już poprosić trener Tomasz Jagiełka. Na niewiele się to jednak zdało, bo po powrocie do gry Karol kolejny już raz w pierwszej kwarcie trafił za trzy, a i jego imiennik, a więc Karol Kamiński, po chwili dorzucił kolejną trójkę.
Osiągnęliśmy w tym momencie już ponad 10-punktowe prowadzenie, którego nie oddaliśmy do samego końca. I na tym by w zasadzie można zakończyć, bo - dobrą kwartą otwarcia - po prostu zabiliśmy jakiekolwiek emocje w dalszej części starcia. GKS jest wprawdzie drużyną bardzo doświadczoną i odpowiednio zbalansowaną, ale tego środowego wieczora pozwoliło jej to jedynie grać przeciwko nam dobre fragmenty.
Druga odsłona starcia była już dużo lepsza w wykonaniu miejscowych, którzy wzięli się do pracy. Wprawdzie nie od razu, bo to my na początku kontynuowaliśmy swoją dobrą grę i po dwóch celnych rzutach wolnych Adama Kempa osiągnęliśmy najwyższe w meczu, 22-punktowe prowadzenie. Trochę wtedy jakby rozluźniło nas okazałe prowadzenie, bo nie poszliśmy za ciosem. Ale też z drugiej strony nie da się przeciwko dobremu rywalowi cały czas powiększać przewagi.
Zwłaszcza w Tychach, gdzie przecież GKS miał do tej pory bilans 5-1. Mimo tego, że zwłaszcza nasza defensywa w drugiej kwarcie nie była już tak szczelna, jak w trakcie początkowych dziesięciu minut, to jednak kilkunastopunktowe prowadzenie do przerwy utrzymywaliśmy. Po powrocie z szatni z kolei kilka razy było - z perspektywy rywali - tylko -11, ale na posterunku stali Karol Gruszecki i Adam Kemp.
Adam generalnie na posterunku stał cały mecz, o czym najdobitniej świadczy aż 18 zebranych przez niego piłek oraz cztery bloki, które zaaplikował rywalom. Gdy więc opanowaliśmy sytuację i w zarodku gasiliśmy jakiekolwiek zrywy gospodarzy z początku trzeciej odsłony, później nasza przewaga już ani razu nie była niższa niż trzynaście punktów. A to najdobitniej pokazuje naszą przewagę.
Ważne punkty zdobywał Jakub Andrzejewski, a pod koniec swoje dołożył też nieco niewidoczny wcześniej Karol Kamiński, który dobrze zna tyskie obręcze. Podobnie jak i Patryk Kędel, który też swoje w tym meczu dla nas zrobił. Poza Bartoszem Ptakiem, każdy z pozostałych graczy zapunktował w tym meczu.
Cieszyć mogą jednak przede wszystkim bardzo dobre zawody w wykonaniu Adama Kempa, który po raz trzeci w sezonie przy swoim nazwisku zapisał double-double, ale nie da się ukryć, że był to zdecydowanie najlepszy mecz środkowego w tym sezonie. I oby to nie był koniec w jego wykonaniu! Na to liczymy!
GKS Tychy – Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 75:92 (11:28, 24:20, 21:24, 19:20)
GKS: Szymon Kiwilsza 14, Tomasz Śnieg 12, Mateusz Dziemba 10, Mateusz Szczypiński 9, Konrad Dawdo 6 - Sebastian Bożenko 0, Michał Lis 7, Mikołaj Adamczak 4, Stanisław Heliński 2, Szymon Walski 2, Kajetan Kuczawski 0.
Enea Abramczyk Astoria: Karol Gruszecki 17, Adam Kemp 14 (18 zb.), Patryk Kędel12, Karol Kamiński 9, Marcin Nowakowski 3 - Jakub Andrzejewski 13, Martyce Kimbrough 11, Mikołaj Jamiołkowski 7, Wojciech Dzierżak 5, Mikołaj Kachelski 1, Bartosz Ptak 0.


