Sześć spotkań wyjazdowych i sześć wygranych - właśnie tak w chwili obecnej wygląda nasz bilans meczów poza domem w Bank Pekao S.A. I lidze. I w tym względzie jesteśmy najlepszą ekipą w całej stawce.
Zakończyliśmy tym samym serię Decki, która pozostawała niepokonana przed własną publicznością. Jednak do czasu, choć zanosiło się na to, że tak kolorowo wcale być dla nas nie musi.
Pierwsza połowa była częścią, o której chcemy na pewno jak najszybciej zapomnieć. Nie było to dobre dwadzieścia minut w naszym wykonaniu. Gospodarze bardzo skutecznie wybijali nas z rytmu i już w I kwarcie prowadzili z nami różnicą dziesięciu „oczek”, gdy Olivier Szczepański trafił z linii rzutów wolnych i na tablicy było 15:5. Szybko się jednak z tego otrząsnęliśmy, a sygnał do ataku dali nam rezerwowi tego dnia - Martyce Kimbrough oraz Jakub Andrzejewski.
Trener Grzegorz Skiba zdecydował się trochę zmienić skład wyjściowej piątki, ale okazało się, że Tyce musiał dość szybko pojawić się w grze i to nie ze względu na wynik starcia, a na dwa faule Karola Gruszeckiego. I to właśnie nasz strzelec otworzył w tym meczu nasz worek z punktami, ale on też nie miał najlepszego dnia. Martyce w całym meczu wykonał piętnaście rzutów z dystansu, z czego trafił tylko cztery. Pod tym względem całościowo nie wyglądaliśmy dobrze, ale w ważnych momentach trójki pomogły nam wydatnie, choć było to raczej po zmianie stron.
Trudnym doświadczeniem były dla nas też duże problemy w przewinieniami naszych środkowych, więc - jakby trochę z musu - swoje minuty na pozycji numer pięć otrzymał Patryk Kędel. Jednocześnie swoją szansę ponownie wykorzystał Bartosz Ptak. W tym sezonie ma on za sobą kilka meczowych epizodów, ale kiedy dostawał dłuższy wymiar czasowy na zaprezentowanie swoich możliwości, zawsze wywiązywał się ze swoich zadań bez zarzutu.
I tak samo było w Pelplinie, gdzie nasz skrzydłowy zapisał na swoim koncie 7 punktów i 6 zbiórek w niecałe 17 minut gry. W dodatku przydał się w rotacji tak w pierwszej, jak i drugiej połowie. Fakty są jednak takie, że do przerwy nasza gra nie wyglądała dobrze i dużo szczęścia mieliśmy chociażby z tego względu, że gospodarze na potęgę pudłowali rzuty wolne (9/21 w pierwszej i drugiej kwarcie). Gdyby nie to, wynik po dwudziestu minutach mógłby być zupełnie inny. Ostatecznie jednak Decka prowadziła, ale jedynie 35:33.
I trzecia kwarta dała kibicom odpowiedź, kto tego dnia zgarnie dwa punkty i dopisze je sobie w ligowej tabeli. W zasadzie nie pozostawiliśmy miejscowym żadnych złudzeń w tej części. Wynik 31:14 mówi bowiem sam za siebie, a w zasadzie nasz zryw datować trzeba na drugą połowę tej odsłony, bowiem od stanu 46:45 doprowadziliśmy do wyniku 46:61! Seria 16-0 pokazała więc zespołowi trenera Knapa, że tego dnia jednak dobry plan wystarczył tylko na I połowę
Wszystko rozpoczęło się od trójki Patryka Kędla, a później swoje dokładali Karol Kamiński, Bartosz Ptak, Wojciech Dzierżak i Jakub Andrzejewski. Całą przewagę zbudowaliśmy więc bez udziału Tyce'a, Karola Gruszeckiego czy też Marcina Nowakowskiego lub Adama Kempa. To znów pokazuje, że mamy spore możliwości i bez liderów inni gracze są w stanie wchodzić w ich buty. I tak było właśnie w Pelplinie, gdzie po trzydziestu minutach mecz mieliśmy po kontrolą (49:61), choć dziesięć minut czystego czasu gry wcześniej wyglądało to zgoła inaczej.
I taki rezultat powodował, że w ostatniej kwarcie naszym zadaniem było już - tylko i aż - dopilnowanie wyniku i utrzymanie wypracowanej przewagi. Choć Decka szukała swoich szans i momentami miała lepsze fragmenty, to jednak nie była nam w stanie już jakkolwiek zagrozić. Ani razu w trakcie ostatniej odsłony nasze prowadzenie nie było niższe niż dziesięć punktów, a to też mówi sporo o nas jako zespole, który swoim doświadczeniem był w stanie wyniku przypilnować.
Ostatecznie wygraliśmy na Kociewiu 85:68, a co na pewno może cieszyć, to nasza obrona po zmianie stron, kiedy to pozwoliliśmy rywalom na zdobycie zaledwie 33 punktów. Przy czym warto też dodać, że Decka w czwartej ćwiartce stanęła na dłużej na 59 zdobytych punktach i dopiero na sam koniec, gdy już absolutnie było po meczu, Przemek Kuźkow i Filip Gurtatowski poprawili wynik dla swojego zespołu. W blisko siedemnaście minut drugiej połowy straciliśmy więc 24 „oczka”, a to wynik absolutnie świetny.
Decka Pelplin – Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz 68:85 (20:14, 15:19, 14:31, 19:21)
Decka: Jayden Coke 26, Filip Gurtatowski 11, Mariusz Konopatzki 9, Maciej Nagel 4, Filip Siewruk 4 - Przemysław Kuźkow 7, Miłosz Toczek 4, Olivier Szczepański 3, Bartosz Bękarciak 0, Mikołaj Ratajczak 0, Oliver Rudziński.
Enea Abramczyk Astoria: Karol Kamiński 12, Karol Gruszecki 11, Patryk Kędel 10 (11 zb.), Adam Kemp 6, Marcin Nowakowski 6 - Jakub Andrzejewski 13, Martyce Kimbrough 13, Bartosz Ptak 7, Wojciech Dzierżak 5, Mikołaj Jamiołkowski 2, Mikołaj Kachelski 0.


