Nie za wiele do powiedzenia w ostatnim spotkaniu sezonu zasadniczego miał w Bydgoszczy zespół SKS-u Fulimpex Starogard Gdański. Od samego początku to my dominowaliśmy nad boiskowymi wydarzeniami i w zasadzie z każdą kolejną akcją podwyższaliśmy swoje prowadzenie. Pod koniec trzeciej kwarty dystansowaliśmy już rywali ponad 40-oma punktami! Ostatecznie wygraliśmy 95:63, pokazując swoją moc tuż przed rozpoczęciem fazy play-off.

W absolutnie pierwszych fragmentach meczu mogło się wydawać, że to może być dość zacięte spotkanie. No ale jednak nie, nic z tych rzeczy, gdyż mieliśmy na to zupełnie inny plan! Początkowo daliśmy się rywalom „wyszaleć”, choć to zdecydowanie za duże słowo, a później już dominowaliśmy już nad boiskowymi wydarzeniami. Dwie trójki trafił Martyce Kimbrough, a po profesorsku rozgrywał Marcin Nowakowski, dzięki czemu prowadziliśmy 14:7 i trener gości, Darko Radulović, poprosił o timeout.

To jednak nie był koniec złego dla jego podopiecznych w pierwszej kwarcie. Mimo że trochę zacięliśmy się w ataku w kolejnych fragmentach i było jeszcze 14:10, to jednak po chwili Tyce znów celnie przymierzył z dystansu i wydawało się, że odzyskujemy animusz, ale po łatwych punktach spod kosza Damiana Jeszke, o czas poprosił również Grzegorz Skiba. I wtedy Martyce oddał trójkę po dwutakcie (tak, po dwutakcie, gdyż kończył się czas naszej akcji i trzeba było minąć obrońcę, by oddać rzut w czasie)! Nawet tak szalona próba naszego lidera pokazała, że jest on w stanie dokonać wręcz niemożliwego.

Dużo dobrego dla nas podziało się również, gdy na parkiecie zameldował się Piotr Wińkowski. Rywale nie mieli za wiele do powiedzenia w starciach z naszym podkoszowym. Raz, że nie byli w stanie go zastopować, a dwa, że on sam w parę sekund zablokował ich dwa razy. Ostatecznie więc po dziesięciu minutach prowadziliśmy 27:14, totalnie kontrolując wydarzenia na parkiecie. I w drugiej kwarcie wcale nie było inaczej. Rozbity SKS nie był bowiem w stanie nawiązać z nami jakkolwiek równorzędnej walki.

Zaczęliśmy tę część od trójki Mateusza Czempiela, choć - ogólnie rzecz ujmując - brakowało nam płynności w ataku na starcie drugiej kwarty. Jeśli jednak nam jej brakowało, przyjezdni nie mieli jej wcale. Przy wyniku 30:14 mieliśmy chwilę przerwy dla obu szkoleniowców, a tuż po niej Karol Kamiński celną trójką podwyższył nasze prowadzenie do już dziewiętnastu „oczek”. Później tempo gry znów lekko siadło, co zmieniło się, gdy na parkiet powrócił Marcin Nowakowski. Nasz kapitan znów podkręcił tempo naszych akcji w ataku, choć też nie był w stanie tego zrobić tak od razu.

Gdy za trzy trafił Michał Chyliński, było 41:21, ale szybko odpowiedział próbą z półdystansu Damian Krużyński. W kolejnych fragmentach testować zaczął nas Damian Jeszke. Zresztą powiedzmy to sobie szczerze - nasz były skrzydłowy był absolutnie jedynym jasnym punktem swojej drużyny w tym meczu. W całym starciu zapisał przy swoim nazwisku 22 punkty z zaledwie 63 całej drużyny. Gdyby nie jego dobra rzutowa dyspozycja (trafił w SISU Arenie cztery trójki), to dla gości ten pojedynek zakończyłby się blamażem.

Po dwudziestu minutach na tablicy wyników było 51:31. Po powrocie z szatni szliśmy za ciosem, szliśmy po swoje, szliśmy - momentami - jak walec. Był to moment, który absolutnie zaważył na końcowym wyniku spotkania. Niekiedy może się zdarzyć, że zespół przegrywający dwudziestoma punktami po powrocie z szatni diametralnie odmienia swoją grę i całe swoje wcześniejsze oblicze, ale w wypadku sobotniego spotkania było dokładnie odwrotnie.

To bowiem my zupełnie odebraliśmy gościom jakąkolwiek chęć gry, stopniowo podwyższając swoje - już i tak bardzo pewne - prowadzenie. Gdy bowiem za trzy punkty trafił Karol Kamiński, na tablicy wyników było 74:33! matematyka jest bezlitosna. Skoro więc po dwudziestu minutach prowadziliśmy 51:31, to oznacza to dokładnie to, że nieco ponad sześć minut trzeciej kwarty było nam potrzebne, by dołożyć do naszego wcześniejszego rezultatu wynik 23:2! A to był istny nokaut, który oznaczał, że starcie wygramy bardzo pewnie.

Ostatecznie pokonaliśmy SKS Fulimpex Starogard Gdański 95:63. Nie utrzymaliśmy więc ponad 40-punktowej przewagi, jednak umówmy się - byłoby to bardzo trudne. Przede wszystkim ze względu na to, że bardzo trudno jest przez pełne czterdzieści minut gry utrzymać taką intensywność, a dwa - jednak przy takim prowadzeniu nadchodzi moment wpuszczenia do gry zawodników z drugiego planu i efektem tego nie jest łatwym dysponowanie taką przewagą, która sprawia, że mecz jest rozstrzygnięty już po trzech kwartach.

Nasza okazała wygrana nie sprawiła jednak, że powróciliśmy na fotel lidera rozgrywek po 34 kolejkach. Najlepszą ekipą sezonu zasadniczego 2024/25 okazała się ekipa z Krosna, która w swoim ostatnim meczu w sezonie pokonała KSK Qemeticę Noteć i to właśnie z inowrocławianami stoczy bój w I rundzie fazy play-off. Nas los skojarzył z kolei z Decką Pelplin, którą w sezonie dwa razy pokonaliśmy pewnie.

Pierwsze dwa mecze pierwszej rundy odbędą się już za tydzień w SISU Arenie!

Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz – SKS Fulimpex Starogard Gdański 95:63 (27:14, 24:17, 26:16, 18:16)

Enea Abramczyk Astoria: Martyce Kimbrough 22, Michał Chyliński 9, Szymon Kiwilsza 9, Marcin Nowakowski 6 (10 as.), Jakub Andrzejewski - Karol Kamiński 16, Piotr Wińkowski 16, Mateusz Czempiel 6, Filip Siewruk 4, Wojciech Dzierżak 2, Patryk Wilk 1, Maciej Zabłocki 0.

SKS Fulimpex: Witalij Kowalenko 7, Mariusz Konopatzki 6, Antun Maricević 6, Damian Krużyński 5 - Damian Jeszke 22, Miłosz Toczek 8, Piotr Lis 4, Maciej Nagel 3.