Start Koniec Astorii. Ostatni zgasi światło

Koniec Astorii. Ostatni zgasi światło
Historia - Inne Dodał: Paweł Lorek: sobota, 25 lutego 2017 21:36

Tadeusz Nadolski (Express Bydgoski)

Jest 19 maja 2010 r. Koszykarze Astorii pod wodzą Jarosława Zawadki pokonują w trzecim meczu finału play off II ligi SKK Siedlce 90:79. Cała rywalizację wygrywają 2:1 i dzięki temu awansują na zaplecze ekstraklasy. I... na zawsze żegnają się z legendarnym adresem Królowej Jadwigi 23.

 

Po ostatnim meczu koszykarzy Astorii przy ul. Królowej Jadwigi 23 - 19. maja 2010 r.


Kibice na trybunie za koszem wywieszają transparent „Where amazing happens”. Bo rzeczywiście, działy się tam rzeczy niesamowite...

Kompleks sportowy oddany został do użytku w grudniu 1961 roku. Astoria była klubem wielosekcyjnym, swoje miejsce znaleźli więc bokserzy, w roku 1962 po oddaniu krytego basenu, pływacy, no i oczywiście koszykarze. Tu działały także sekcje, o których niewielu już pamięta - m.in. siatkówki kobiecej i męskiej, kobiecego basketu, żeglarska, kajak polo czy w ramach zrzeszenia „Start”skupiająca sportowców niepełnosprawnych.

Basket w klubie istniał od 1929 roku, ale aż do 1971 r., kiedy to Astoria przejęła sekcję od Zawiszy, nie notował większych sukcesów; drużyna występowała w rozgrywkach regionalnych.

Znak firmowy

Wszystko zmieniło się na początku lat siedemdziesiątych. Koszykówka stała się znakiem firmowym klubu, przynosząc mu wiele splendoru, choć - jak to w życiu (sportowym) bywa - zdarzały się i bolesne upadki.

Halę przy „Królówce” doskonale zna Ryszard Mogiełka, jeden z najstarszych bydgoskich trenerów, w przeszłości zawodnik Zawiszy, legendarny szkoleniowiec, wychowawca wielu pokoleń świetnych koszykarzy. 

- My swoje mecze rozgrywaliśmy w sali Zawiszy przy ul. Gdańskiej. Jedynie w sezonie 1963/1964, gdy występowaliśmy w I lidze (dziś ekstraklasa - dop. T.N.) kilka razy swoich rywali podejmowaliśmy właśnie w Astorii. Pamiętam, że tak było na pewno w przypadku pojedynku z AZS Toruń. Wcześniej odbyliśmy kilka treningów, by oswoić się z koszami - mówi.

Ryszard Mogiełka był wierny Astorii od 1971 aż do 2009 roku, kiedy to przeszedł na sportową emeryturę. Jakie są jego najpiękniejsze wspomnienia?

- Na pewno rok 1987, kiedy to z moją drużyną wywalczyliśmy na własnym parkiecie tytuł mistrza Polski juniorów. Finał z Hutnikiem Kraków wygraliśmy różnicą ponad 40 punktów. To była jedna z najwyższych wygranych w historii tej rywalizacji. Trzon tej drużyny tworzyli zawodnicy, którzy potem z powodzenie radzili sobie wśród seniorów. Tu warto wymienić kilka nazwisk - Andrzej Raczkiewicz, Dariusz Barszczyk, nieżyjący już Wojciech Warczak, Grzegorz Skiba, Jacek Robak czy Krzysztof Bebyn - mówi „Expressowi” Ryszard Mogiełka.

Dodajmy jeszcze, że rok 1987 generalnie był bardzo udany dla sportowców spod znaku „Asty”. Na Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży (obecnie OOM) kajakarze i bokserzy triumfowali w punktacji drużynowej.

W tym miejscu warto może przypomnieć jeszcze kilka dat związanych z grą bydgoskiego zespołu przy ul. Królowej Jadwigi.

Pierwsza przeprowadzka

25 marca 2001 r. (to była niedziela) w hali wybuchł pożar. Na szczęście dzięki energicznej akcji straży pożarnej udało się go szybko ugasić i straty nie był zbyt wielkie. Obiekt jednak musiał przejść gruntowny remont, który trwał około 5 miesięcy. Zespół do końca sezonu podejmował rywali w szkolnym obiekcie przy szkole Podstawowej nr 63), z mizernym zresztą powodzeniem, bo spadł z I ligi. 

W sezonie 2002/2003 ekipa prowadzona przez Aleksandra Krutikowa w cuglach wygrała rywalizację w II lidze. A że oddano wówczas do użytku „Łuczniczkę”, dzięki finansowej pomocy miasta, wykupiono dziką kartę na występy w ekstraklasie i przez trzy kolejne lata „Asta” gościła właśnie na Babiej Wsi, rywalizując z najlepszymi w kraju na najwyższym szczeblu. Jak to się wówczas skończyło, wszyscy doskonale pamiętamy. Ale to jest temat na oddzielne opowiadanie.

Hala pękała w szwach

I wreszcie przyszedł wspomniany już maj 2010 roku. Koszykarze opuścili ulicę Królowej Jadwigi i przenieśli do oddanej właśnie nowej sali przy ul. Waryńskiego, należącej do Zespołu Szkół nr 7. A od sezonu 2014/2015 na stałe już zadomowili się w Artego Arenie.

Wartością samą w sobie byli zawsze kibice czarno-czerwonych, którzy towarzyszyli swojej drużynie na dobre i na złe. A gdy dochodziło do ważnych meczów, kameralna salka nie mogła pomieścić wszystkich chętnych. Autor tego tekstu doskonale pamięta ostatni mecz sezonu 1988/1989 z Pogonią Szczecin (128:86), kiedy to podopieczni Macieja Mackiewicza i Hilarego Gierszewskiego przyklepali pierwszy w historii awans do I ligi. Ochroniarze nie chcieli mnie wpuścić na legitymację prasową „Ilustrowanego Kuriera Polskiego”, która w tamtych latach otwierała wszystkie drzwi, twierdząc, że w sali jest już dziennikarz IKP, nieżyjący już Zdzisław Sosnowski, i dla drugiego nie ma miejsca. Ostatecznie po długich przekonywaniach udało się...

Nadkomplet widzów obejrzał też pamiętne baraże z AZS Toruń na koniec sezonu 1990/1991, zakończone - jak wiadomo - sukcesem i awansem. Inna sprawa, że takich spotkań można by wymieniać bez końca.

Oczywiście Astoria to nie tylko koszykówka. Przecież tu swoje zwycięskie walki bokserskie toczył Jerzy Adamski, srebrny medalista z Rzymu. Z herbem Astorii na koszulkach startowali przez lata kajakarze, m.in. Dariusz Białkowski, czy inny wielokrotny mistrz Polski, medalista mistrzostw świata Zdzisław Szubski. Tu swoją wielką karierę rozpoczynała znana pływaczka, Alicja Pęczak. To tylko niektórzy z wybitnych wychowanków klubu, który istnieje nadal, ale już pisze swoją zupełnie inną historię. 

Nieuchronna likwidacja

Nieuchronnie zbliża się likwidacja całego obiektu, który jak wiadomo zostanie wyburzony, a jego miejsce zajmie nowoczesny kompleks sportowy z pełnowymiarowym basenem.

Tętniący kiedyś życiem budynek stoi zupełnie pusty (od 2007 r. administrowany formalnie jest przez CWZS Zawiszę). Na miejscu jest jedynie Dariusz Białkowski, w przeszłości doskonały kajakarz, dwukrotny brązowy medalista olimpijski (Barcelona 1992 i Sydney 2000 r.) ostatni kierownik (od 2013 roku), który tu zaczynał swoją karierę, i który tu zgasi symboliczne światło. 

- Już pod koniec czerwca ubiegłego roku zamknęliśmy basen pod dachem, a z przyczyn technicznych i problemów z przepompownią nie byliśmy w stanie uruchomić basenu otwartego. W tym samym czasie wyłączyłem z użytku także salę - mówi Białkowski.

Obecnie już trwają przygotowania do wyburzenia. Na razie wycinane są drzewa stojące na zapleczu obiektu w pobliżu niecki basenu.

- Jesteśmy już na etapie wyłaniania wykonawcy rozbiórki całego kompleksu. To jest kwestia najbliższych tygodni. Myślę, że na początku marca, może w połowie tego miesiąca na teren wkroczą ekipy - dodaje Białkowski.

Basen jak marzenie

A co powstanie w zamian?

- Będzie to przepiękny obiekt, z basenem 50-metrowym, jakiego nie tylko w naszym mieście, ale całym województwie, nie ma. Tu wreszcie znajdą swoje miejsce pływacy, którzy ze względu na kiepskie warunki uciekali dotąd z Bydgoszczy do innych klubów całej Polsce. Tu się znajdzie także miejsce na salę fitness i siłownię - wyjaśnia nasz rozmówca.

Sprawy związane z tą inwestycją również są dopinane. Miasto pokryje połowę kosztów, druga połowa sfinansowana zostanie ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki.